Małe dziecko

Kto obchodzi Dzień Dziecka

Z okazji Dnia Dziecka napisano już chyba wszystko. Co roku przed 1 czerwca na portalach i blogach parentingowych pojawiają się pomysły na prezenty (ekologicznie i nieekologiczne, designerskie i te nie bardzo), pomysły na wspólne spędzanie czasu, bo wszak nie tylko o prezenty w tym wszystkim chodzi. Nawet, kiedy odchodzimy od materialnego postrzegania tego wszystkiego, to nadal Dzień Dziecka jest trochę produktem dla uprzywilejowanej grupy, jaką stanowimy. Serio, w niezbyt bogatym kraju w Europie Środkowo-Wschodniej, z niewielką płacą minimalną i słabą infrastrukturą żłobkową, nadal należymy do tych ludzi na świecie, którzy mają się całkiem nieźle. Owszem, jeśli porównamy się do Skandynawii – nie wypadamy najlepiej. Ale jeśli do reszty świata, to nie mamy na co narzekać.

się wziął Międzynarodowy Dzień Dziecka?

Został ustanowiony w 1954 przez ONZ dla upowszechniania ideałów i celów dotyczących praw dziecka zawartych w Karcie Narodów Zjednoczonych (1945) i jest obchodzony od 1955 w różne dni roku, w różnych krajach członkowskich ONZ (w Polsce właśnie 1 czerwca). Prawa Dziecka to stosunkowo nowy wynalazek – aż do końca XIX wieku dzieci były uważane za własność dorosłych, a dopiero w 1908 roku pracy w Wielkiej Brytanii zakazano zatrudniania dzieci do pracy w fabrykach i kopalniach. Jeszcze pół wieku temu, w zniszczonej po II wojnie światowej Polsce, do pracy były wykorzystywane dzieci.

Prawie miliard ludzi na świecie doświadcza głodu, a co 5 sekund z powodu niedożywienia umiera dziecko. Czasem myślę, że wobec takiej tragedii, wobec której pozostajemy obojętni,  nasza troska o to, czy dajemy dzieciom pryskane, czy ekologiczne warzywa zakrawa na kpinę. No i jak mają się np. moje dylematy dotyczące wyboru przedszkola do tego, że na świecie wiele dzieci jest wykorzystywanych jako tania siła robocza? Czy w takim wypadku wszystkie nasze rodzicielskie wysiłki to fanaberia uprzywilejowanych mieszkańców globu?

Trochę tak i trochę nie. Pamiętam takie dyskusje ze znajomymi w liceum i na studiach –  jaki sens mają nasze problemy, kiedy na świecie głodują ludzie, dzieci nie mają dostępu do nauki, a zwierzęta hodowlane są traktowane nieludzko? Kiedy o tym myślimy, to nawet krytyka naszego systemu edukacji wydaje się śmieszna, bo przecież tyle dzieci chciałoby chodzić do szkoły, jakiejkolwiek szkoły, i marzy o szkole, którą my nazywamy opresyjną.

Takie myślenie może być usprawiedliwieniem dla niepodejmowania jakichkolwiek działań. No bo czy warto się starać, skoro inni mają gorzej? Co to zmieni? Kiedy moje dziecko grymasi przy karmieniu mogę mu powiedzieć, że przecież w Afryce dzieci głodują. Tylko, że kiedy on zje tego kotleta, na którego nie ma ochoty, to nie rozwiąże problemu głodu, nadal przecież nie wiemy, jak go rozwiązać (polecam lekturą Głodu Martína Caparrósa, ale tylko, jeśli macie mocne nerwy. Czytałam ten reportaż z noworodkiem przy piersi całkiem nieświadoma, jak ciężka będzie ta lektura).

 

Jakie prawa ma dziecko na świecie?

Po co mówić o prawach dziecka? Nie wszędzie na świecie te prawa są stosowane. Dzieci są wykorzystywane, nie mają prawa do głosu, pracują ponad siły… są chętnie zatrudniane w fabrykach (nie tylko tych odzieżowych), bo płaci się im mniej niż dorosłym i są mniej skłonne do buntu. O prawach dziecka można mówić w krajach tak zwanej „Globalnej Północy”, czyli tych rozwiniętych i rozwijających się. Na „Globalnym Południu” nie jest to wcale takie oczywiste. Zwłaszcza że wiele rzeczy, które uznajemy za wyznacznik dobrobytu, jest produkowanych w krajach Południa lub składniki do nich niezbędne są wydobywane w tych krajach:

Kobalt jest wykorzystywany w przemyśle technologicznym. Zawierają go nasze smartfony i laptopy. Kilka miesięcy temu trafiłam na tekst o wydobyciu kobaltu w Afryce – często robią to m. in. dzieci,  skrajnie trudnych i niebezpiecznych dla zdrowia warunkach. Teoretycznie to nielegalne, ale nawet takie giganty jak Samsung i Apple nie są w stanie zweryfikować łańcucha dostaw.

Indonezyjskie dzieci wydobywają złoto z podwodnych szybów. Niektóre z nich próbują łączyć pracę z nauką, pracując np. co drugi dzień i uczęszczając do szkoły 2-3 dni w tygodniu. Oczywiście nie wszystkim się to udaje, bo taki tryb życia wyniszcza.

Mika to minerał używana do produkcji kosmetyków – pudrów, cieni do powiek i innych sypkich produktów upiększających. Złoża miki występują między innymi w Indiach, z których pochodzi 60% światowej produkcji tego surowca. Według szacunków na północy tego kraju zatrudnionych jest ok. 20 tysięcy dzieci, a przy wydobyciu pracują nawet 5-latki.

Dlaczego to piszę? Bo jeśli zaczniemy świadomie używać wielu towarów, to coś się zmieni. Chociaż to mało popularne stanowisko, to dużo możemy zdziałać głosując portfelami, czyli wybierając produkty, które były wytworzone moralnie. Problem jest złożony i pewnie nie na tak krótki tekst.

Sama zastanawiałam się nad tym wielokrotnie. Czy kiedy przestanę kupować ubrania z sieciówek, to coś zmieni? Jedna osoba nie, ale wiele już tak. Wtedy pojawia się argument sceptyków, że to będzie oznaczało brak zapotrzebowania na towar, więc te wszystkie dzieci zarabiające dolara dziennie nie zarobią nic… To tez nie jest do końca prawda – samo to, że liczne rzesze ludzi są wykorzystywane jako tania siła robocza, bo są uzależnieni od swojego pracodawcy, jest straszne.

I tutaj dochodzimy do postkolonializmu, nierównego podziału dóbr, dużych korporacji, które eksploatują przyrodę i wykorzystują ludzi pracujących w warunkach, które uwłaczają ludzkiej godności. Świata nie zmienimy, ale warto być w porządku i robić małe kroki. Do mnie najbardziej przemawia idea, że zmiana następuje, kiedy konsumenci stają się bardziej świadomi i będą domagają się transparentności, odpowiedzialności społecznej i wysokiej jakości produktów.

Co nam po koszulce, która po  jednym praniu jest do wyrzucenia? To pociągnie za sobą inne konsekwencje – pracownik produkujący takie towary będzie musiał być lepiej wykwalifikowany, żeby szwy były wykonane prawidłowo, a tkanina dobrze skrojona. A taki pracownik jest bardziej pożądany i lepiej opłacany. No i trudniej go zastąpić.   

Zaczęłam zastanawiać się nad tymi kwestiami jeszcze bardziej, właśnie kiedy urodził się nasz syn. Bo co mu powiem, kiedy zacznie pytać, czy świat jest sprawiedliwy, albo co robimy z tym, że gdzieś są miejsca, gdzie ludzie głodują. To wszystko jest trudne i bolesne. No bo sama nie wiem, czemu tak jest. Oględnie wiem: zaczęło się od Kolumba i ekspansji geograficznej, a szczyt osiągnięto w XIX wieku, kiedy wyzysk kolonialny panował w najlepsze. Po II wojnie światowej kolonie zaczęły się usamodzielniać i zyskiwać niepodległość, ale nie były w stanie uniezależnić się finansowo – rolę kolonizatorów przejęły firmy. W ciągu ostatnich 20 lat coraz więcej korporacji przenosiło produkcję do fabryk odzieży w Pakistanie czy Bangladeszu. To wszystko opisała Naomi Klein w No logo… Żyjemy w tym świecie, ale nie mam wcale poczucia, że tak ma być. I chociaż nie pojechałam przecież do Indii uczyć dzieci angielskiego, ani nie kopię studni w Sudanie, mogę chociaż starać się kupować ubrania w second handzie, zrezygnować z nowych kolczyków i kupić poleasingowy laptop, zamiast nowego. Niewiele, ale to zawsze coś.

Prawdziwy dzień dziecka – nie dla wszystkich

Jakie jest rozwiązanie? Wiele zależy od naszych zasobów: finansowych i nie tylko. Ubrania produkowane w Polsce, z dobrej jakości bawełny, za której zrobienie ludzie dostali godne wynagrodzenie, są po prostu droższe. I o ile mi i mężowi udało się ograniczyć ilość ubrań (tych akurat nigdy nie mieliśmy zbyt wiele i nosimy rzeczy, aż się zniszczą) to miałam okres, kiedy kupowałam od polskich projektantów. Można kupić takie rzeczy w cenie zbliżonej do tej z sieciówki przed przeceną. Serio.

Więc żeby czuć się fair (teraz niszczę ubrania w ekspresowym tempie) praktycznie w 100 procentach przerzuciliśmy się na lumpeksy. Jestem w stanie znaleźć tam ubrania i dla siebie i dla dziecka. Dla męża też. Bo postanowiłam, że nie chcę mówić synowi: „nie przytulaj się, bo mnie pobrudzisz”. Podobnie robimy ze sprzętem elektronicznym. Staramy się kupować taki, który posłuży jak najdłużej, a najlepiej używany (poleasingowy).

Co zrobić?

Przede wszystkim – zrozumieć, co można zrobić w małej skali. Od rozsądnych wyborów konsumenckich, czyli głosowania portfelem, poprzez dbanie o rzeczy, które dzięki temu posłużą dłużej, aż do brania udziału w akcjach pomocowych. Te ostatnie są trudne, bo dają poczucie spełnienia obowiązku, ale przecież to, co opisałam w tym tekście nie zdarzyło się nagle, ale jest procesem. Podobnie zmiana na lepsze – mam nadzieję – też jest procesem. To wszystko zależy od skali ludzi, którzy chcą to zmienić. Dopiero dzięki tej zmianie będziemy mogli w końcu powiedzieć, że Dzień Dziecka jest światowy.

Autor Pisze o rodzicielstwie bliskości, życiu w przyjaźni z dzieckiem i ze sobą. Dużo czyta (skończyła polonistykę, nie skończyła filozofii. I kilku innych rzeczy też.) Żona Bartka, mama Kociełły.
Podoba Ci się ten artykuł? Dołącz do społeczności rodziców i bądź na bieżąco!
Używamy plików cookies (ang.ciasteczka), by ułatwić korzystanie z serwisu tatento.pl i miejscaprzyjaznedzieciom.pl. Jeśli nie życzysz sobie, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
akceptuję