Nasz prywatny dwulatek ma wszystkie przesłanki do bycia nazwanym niegrzecznym dzieckiem. Nie słucha, jest uparty i jasno manifestuje swoje poglądy. I pewnie gdybym założyła, że robi to nam na złość, byłoby ciężko. Tylko w ilości zniszczeń materialnych, jakie generuje widzimy ciekawość świata i pragnienie odkrywania nowych rzeczy. Na razie dużo tłumaczymy i staramy się nie zostawiać zbyt wielu przedmiotów w zasięgu rączek naszego dziecka – wtedy jest jak w banku, że rozkręci/wydłubie/upuści… Po prostu taki jest, może kiedyś zostanie niepokornym odkrywcą? Teraz musimy pogodzić się z faktem, że trzeba cały czas „mieć go na oku”, żeby nie zaszkodził sobie, albo komuś innemu, bo jego pęd do niezależności jest nie do zatrzymania. Kiedyś przeczytanie zdania, e HNB tak mają i ich zabawy często są szalone i niebezpieczne, bardzo nam pomogło, bo zyskaliśmy poczucie, że niczego nie zawaliliśmy – to, że inne dzieci nie destruują otoczenia w takim tempie jak nasze, nie jest niczyją win, ani zasługą. Po prostu tak jest. Nadchodzi moment, kiedy przestajemy myśleć o naszym dziecku jak o „hajnidzie” i wrażliwcu, przyjmując go takim, jakim jest.