Może rzeczywiście za często bierzesz je na ręce? Może powinnaś częściej odkładać? Może jeśli za każdym razem reagujesz na płacz, dziecko nauczy się, że wystarczy zapłakać, aby natychmiast dostać to, czego chce?
Ten niepokój jest bardzo zrozumiały. Zwłaszcza kiedy Twoje dziecko najchętniej spędziłoby dużą część dnia wtulone w Ciebie.
Tylko że potrzeba noszenia nie musi oznaczać, że stworzyłaś "zły nawyk".
Dla niemowlęcia Twoje ramiona są czymś znacznie więcej niż wygodnym miejscem.
Dlaczego na rękach jest tak dobrze?
Z Twojej perspektywy sytuacja może wyglądać dość przewidywalnie.
Dziecko płacze. Bierzesz je na ręce. Przytulasz. Po chwili ciało się rozluźnia. Płacz słabnie. Czasem pojawia się sen. Odkładasz dziecko – i wszystko zaczyna się od początku.
Możesz wtedy pomyśleć: "Przecież chwilę temu było spokojne. Dlaczego znowu mnie potrzebuje?".
Spróbuj jednak spojrzeć na tę sytuację oczami niemowlęcia.
Kiedy jest przy Tobie, doświadcza całego zestawu znajomych bodźców jednocześnie. Czuje ciepło ciała. Słyszy głos. Czuje ruch, kiedy chodzisz. Widzi Twoją twarz z bliskiej odległości. Jest otoczone tym, co zna najlepiej.
Noszenie nie jest więc jedynie sposobem przemieszczania dziecka z jednego miejsca do drugiego.
To także jedna z form bycia razem.
Marek Kaczmarzyk w książce Potrzeba obecności zwraca uwagę, że we wczesnym dzieciństwie bezpośredni kontakt, bliskość i obecność dorosłego mają szczególne znaczenie. Pisze również o często powracającym pytaniu rodziców: "nosić czy nie nosić?" i pokazuje potrzebę kontaktu jako naturalny element funkcjonowania małego dziecka.
Czy niemowlę może "wymuszać" noszenie?
Kiedy patrzysz na spokojne dziecko leżące na Twoich rękach, które zaczyna protestować chwilę po odłożeniu, łatwo przypisać mu bardzo dorosłą strategię:
"Już nauczyło się wymuszać".
"Płacze specjalnie, bo chce być noszone".
Tyle że w pierwszych miesiącach życia nie musisz patrzeć na zachowanie niemowlęcia jak na świadomą grę z rodzicem.
Płacz jest jednym z najważniejszych sposobów komunikowania się dziecka.
"Przestraszył mnie ten dźwięk".
"Nie umiem teraz samodzielnie wrócić do spokoju".
A Ty próbujesz zrozumieć, o co chodzi.
Czasami odpowiedzią będzie jedzenie. Innym razem sen. Jeszcze innym zmiana pozycji, spokój albo właśnie Twoje ramiona.
Nie zawsze musisz wiedzieć dokładnie, czego dziecko potrzebuje. Rodzicielstwo bardzo często polega na próbowaniu.
"Ale przecież ono naprawdę się przyzwyczaja"
Tylko być może warto inaczej spojrzeć na samo słowo "przyzwyczaja".
Niemowlę rzeczywiście uczy się poprzez powtarzające się doświadczenia.
Może więc stopniowo przyzwyczajać się do tego, że kiedy jest mu trudno, ktoś się pojawia.
Że jego sygnały są zauważane.
Że po napięciu może przyjść spokój.
Że kontakt z drugim człowiekiem może oznaczać bezpieczeństwo i ukojenie.
W tym znaczeniu dziecko przyzwyczaja się do relacji.
I trudno traktować to jako coś, czego trzeba unikać.
W Potrzebie obecności pojawia się piękna metafora dzieci potrzebujących swoistej "torby lęgowej" zbudowanej nie ze skóry, ale z relacji, oddania i obecności opiekunów.
Możesz pomyśleć o swoich ramionach właśnie w ten sposób.
Nie jako o pułapce, z której dziecko trzeba jak najszybciej uwolnić.
Raczej jako o jednym z pierwszych miejsc, z których zacznie poznawać świat.
Bliskość nie zatrzymuje dziecka przy Tobie na zawsze
Jedna z największych obaw brzmi:
"Jeśli będę cały czas nosić, ono nigdy nie nauczy się być samo".
Tylko że rozwój dziecka nie zatrzymuje się dlatego, że dostało dużo bliskości.
Przyjdzie moment, kiedy zainteresuje je przestrzeń obok Ciebie.
Potem przedmiot leżący trochę dalej.
Jeszcze później zacznie się przemieszczać. Najpierw blisko. Potem coraz śmielej.
Może odpełznąć kawałek, a po chwili spojrzeć, czy nadal jesteś.
Później wrócić na kolana.
Właśnie tak często wygląda dziecięca samodzielność: oddalenie – powrót – kolejne oddalenie.
Nie jest prostą drogą od zależności do niezależności.
Raczej ruchem pomiędzy potrzebą odkrywania świata a potrzebą upewniania się, że bezpieczne miejsce nadal istnieje.
Dlatego bliskość i samodzielność nie muszą ze sobą walczyć.Jedno może wyrastać z drugiego.
Nie każde marudzenie oznacza, że musisz natychmiast brać na ręce
Bliskościowe podejście nie oznacza także, że od tej pory masz reagować na każdy dźwięk w ciągu sekundy.
Czasem dziecko leży obok Ciebie i tylko zaczyna się wiercić.
Położyć dłoń na jego brzuchu.
Poczekać chwilę i zobaczyć, co się wydarzy.
Być może wystarczy Twój głos.
Być może dziecko zainteresuje się czymś obok.
A być może po chwili wyraźnie pokaże Ci, że naprawdę potrzebuje wzięcia na ręce.
Nie istnieje jedna właściwa odpowiedź na każdą sytuację.
Bliskość to nie procedura.
To raczej uważność na to, co dzieje się pomiędzy Tobą a dzieckiem.
A jeśli masz już dość noszenia?
O tym także trzeba powiedzieć.
Możesz rozumieć potrzebę bliskości swojego dziecka i jednocześnie być zmęczona.
Bardzo zmęczona. Może bolą Cię ręce.
Może od rana próbujesz zrobić śniadanie, które nadal stoi nietknięte na blacie.
Może marzysz o dziesięciu minutach, podczas których nikt Cię nie dotyka.
To nie przeczy bliskości.
Twoje ciało i Twoje potrzeby także są częścią tej relacji.
Jeżeli obok Ciebie jest drugi rodzic, babcia, dziadek czy inna bliska osoba, dziecko może poznawać także ich ramiona, głosy i sposoby uspokajania.
Nie musisz być jedynym człowiekiem, który daje bezpieczeństwo.
Czasem troska o relację z dzieckiem oznacza również zgodę na to, żeby ktoś zatroszczył się o Ciebie.
Noszenie nie powinno być testem dobrego rodzicielstwa
Możesz nosić dziecko dużo.
Możesz czasem odłożyć je szybciej, bo tego potrzebujesz.
Możesz jednego dnia mieć ogromne pokłady cierpliwości, a następnego marzyć, żeby ktoś przejął niemowlę choćby na pół godziny.
Nie musisz udowadniać swojej miłości liczbą godzin spędzonych z dzieckiem na rękach.
Najważniejsze nie jest to, czy nosisz "wystarczająco dużo".
Znacznie ważniejsza jest jakość codziennego kontaktu: to, że zauważasz sygnały dziecka, próbujesz je rozumieć, wracasz do relacji.
W zakończeniu Potrzeby obecności Marek Kaczmarzyk sprowadza potrzeby małego dziecka do rzeczy bardzo podstawowych: obecności, więzi, bliskości i bezpieczeństwa.
I może właśnie to jest odpowiedź na pytanie, czy można "przyzwyczaić niemowlę do rąk".
Możesz przyzwyczajać je do doświadczenia, że drugi człowiek jest blisko.
Że można szukać kontaktu.
Że warto komunikować swoje potrzeby.
Że kiedy świat staje się zbyt duży, są ramiona, do których można wrócić.
A kiedy przyjdzie odpowiedni moment, Twoje dziecko samo zacznie z nich schodzić.
Aż pewnego dnia zauważysz, że to Ty chciałabyś zatrzymać je na rękach jeszcze przez moment.
Źródło i inspiracja
Marek Kaczmarzyk, Potrzeba obecności, czyli o neurobiologii wczesnego dzieciństwa, Wydawnictwo Element.