Motoryka mała – dlaczego dzieci potrzebują sprawnych dłoni?

Dziecko bez trudu obsługuje telefon, odnajduje ulubioną bajkę i porusza się po aplikacjach z zadziwiającą swobodą. A chwilę później prosi o zawiązanie butów, zapięcie guzika czy pokrojenie obiadu. Czy to możliwe, że palce tak sprawnie przesuwające się po ekranie mają trudność z wykonaniem zwyczajnych, codziennych czynności? Tak, ponieważ sprawność dłoni rozwija się przede wszystkim poprzez działanie, a nie samo dotykanie ekranu.

motoryka mała w zwykłych czynnościachmotoryka mała w zwykłych czynnościach
Źródło zdjęć: © Licencjodawca
Redakcja Tatento

Wiązanie sznurówek, zapinanie guzików czy posługiwanie się sztućcami to czynności, które dorosłym wydają się niemal automatyczne. Nie zastanawiamy się nad tym, jak ustawić palce, z jaką siłą przytrzymać przedmiot ani w którym momencie wykonać kolejny ruch. Tymczasem dziecko musi się tego wszystkiego nauczyć.

Potrzebuje czasu, wielu prób, różnorodnych doświadczeń i możliwości popełniania błędów. Potrzebuje również dorosłego, który nie zawsze zrobi coś za nie, ale będzie obok, kiedy pojawi się trudność.

Małe dłonie, wielkie odkrycia

Motoryka mała to sprawność dłoni i palców, która pozwala nam wykonywać precyzyjne ruchy. Korzystamy z niej podczas jedzenia, ubierania się, rysowania, pisania, budowania z klocków czy otwierania opakowań.

Jednak rozwój motoryki małej zaczyna się znacznie wcześniej, niż dziecko po raz pierwszy chwyci kredkę.

Już niemowlę poznaje świat poprzez dotyk. Zaciska palce na przedmiotach, przesuwa je między dłońmi, obraca, potrząsa nimi, a z czasem coraz bardziej świadomie manipuluje tym, co znajduje się w jego otoczeniu.

Każde takie doświadczenie dostarcza informacji o świecie. Dziecko odkrywa, że niektóre przedmioty są miękkie, inne twarde, jedne można ścisnąć, a inne stawiają opór. Uczy się dopasowywać siłę chwytu, koordynować ruchy i przewidywać ich skutki.

W książce "Potrzeba obecności, czyli o neurobiologii wczesnego dzieciństwa", w rozdziale "Ruchliwe z natury", zwrócono uwagę na znaczenie ruchu i bezpośredniego doświadczania otoczenia dla dziecięcego rozwoju. Dziecko poznaje świat nie tylko poprzez obserwację, ale przede wszystkim poprzez aktywne uczestniczenie w nim.

Kiedy ugniata ciasto, buduje wieżę z klocków, rozrywa papier czy obiera mandarynkę, angażuje dłonie na wiele różnych sposobów. Jednocześnie rozwija koordynację wzrokowo-ruchową, czyli umiejętność współpracy oczu i rąk.

To właśnie z takich zwyczajnych doświadczeń stopniowo rodzi się sprawność potrzebna później do pisania, rysowania czy wykonywania coraz bardziej złożonych czynności.

Dlaczego ekran nie zastąpi prawdziwego działania?

Współczesne dzieci bardzo wcześnie spotykają się z technologią. Dotknięcie ikony, przesunięcie palcem czy powiększenie obrazka przychodzi im często z dużą łatwością.

Nie oznacza to jednak, że równie sprawnie poradzą sobie z zawiązaniem sznurówek.

Obsługa ekranu dotykowego i manipulowanie rzeczywistymi przedmiotami wymagają częściowo innych umiejętności. Podczas wiązania butów obie dłonie muszą ze sobą współpracować. Palce przytrzymują sznurówki, zmieniają ich położenie, regulują napięcie i wykonują ruchy w określonej kolejności.

Podobnie jest z wycinaniem, zapinaniem guzików czy używaniem noża i widelca.

Ekran może angażować wzrok i palce, ale nie zapewnia takiej różnorodności doświadczeń dotykowych i ruchowych jak zabawa prawdziwymi przedmiotami.

Nie chodzi więc o przeciwstawianie technologii dziecięcemu rozwojowi. Ważniejsze jest pytanie, czy w codzienności dziecka pozostaje wystarczająco dużo miejsca na aktywność, podczas której może ono dotykać, chwytać, przekładać, konstruować i samodzielnie eksperymentować.

Samodzielność zaczyna się od możliwości spróbowania

"Daj, zrobię to szybciej".

To zdanie zna chyba każdy rodzic. Szczególnie rano, kiedy trzeba zdążyć do przedszkola lub szkoły, a dziecko po raz kolejny próbuje zapiąć kurtkę.

Dorosły wykonuje tę czynność w kilka sekund. Dziecku może ona zająć kilka minut. Nic więc dziwnego, że w pośpiechu odruchowo przejmujemy zadanie.

Problem pojawia się wtedy, gdy wyręczanie staje się codziennym nawykiem.

Dziecko, które nie ma okazji ćwiczyć, nie może zdobywać wprawy. A jeśli dodatkowo często słyszy, że robi coś zbyt wolno albo nieporadnie, może stopniowo tracić ochotę na samodzielne próby.

Warto pamiętać, że nauka nowych umiejętności nie zawsze przebiega płynnie. Czasem towarzyszą jej złość, frustracja i zniechęcenie. Dziecko chce już umieć, ale jego dłonie nie zawsze nadążają za tym, co sobie zaplanowało.

W takich chwilach obecność dorosłego ma szczególne znaczenie.

Zamiast przejmować całe zadanie, możemy pokazać jeden ruch, przytrzymać materiał albo pomóc rozpocząć czynność. Pozostawić dziecku tę część, z którą jest gotowe sobie poradzić.

Nie musimy przy tym zamieniać każdego poranka w trening samodzielności. Wystarczy znaleźć spokojniejszy moment, kiedy można próbować bez presji czasu.

Wiązanie sznurówek łatwiej ćwiczyć na bucie leżącym na stole niż tuż przed wyjściem z domu. Na początku dziecko może wykonywać tylko ostatni etap, na przykład zaciskanie kokardki. Z czasem, kiedy nabierze wprawy, przejmie kolejne ruchy.

A buty na rzepy? Nadal mogą być doskonałym rozwiązaniem na co dzień. Samodzielność nie polega przecież na tym, żeby wszystko robić w najtrudniejszy możliwy sposób.

Przy stole dziecko uczy się znacznie więcej niż jedzenia

Wspólny posiłek to jedna z wielu codziennych okazji do rozwijania sprawności dłoni.

Posługiwanie się nożem i widelcem wymaga współpracy obu rąk, odpowiedniego chwytu, dozowania siły oraz kontrolowania ruchów. Dla małego dziecka może to być naprawdę wymagające zadanie.

Wyobraźmy sobie kilkulatka, który próbuje pokroić ziemniaka. Widelec przesuwa się po talerzu, nóż nie trafia tam, gdzie powinien, a kawałek jedzenia ucieka na bok.

Dorosły widzi czynność, którą można wykonać jednym ruchem. Dziecko doświadcza całej sekwencji trudności, z którymi dopiero uczy się sobie radzić.

Jak możemy mu pomóc?

Na początek warto wybierać miękkie produkty, takie jak banan, ugotowany ziemniak czy dobrze ugotowane warzywa. Pomocne będą sztućce dopasowane do wielkości dziecięcej dłoni i stabilnie ustawiony talerz.

Możemy pokroić większość posiłku, pozostawiając jeden kawałek do samodzielnej próby. Wcześniej podobne ruchy można ćwiczyć podczas zabawy ciastoliną.

Najważniejsze jednak, by nie zamieniać nauki w ocenianie.

"Przytrzymaj widelcem, a teraz spróbuj przesunąć nóż" daje dziecku konkretną wskazówkę. "Taki duży, a jeszcze nie umiesz" nie uczy niczego poza wstydem.

Najlepsze ćwiczenia kryją się w codzienności

Rozwijanie motoryki małej nie wymaga specjalistycznych pomocy ani dodatkowych zajęć. Dziecięce dłonie mogą zdobywać doświadczenie podczas zwyczajnych domowych czynności.

W kuchni dziecko może ugniatać ciasto, lepić pierogi, obierać mandarynki, rwać liście sałaty czy mieszać składniki. Podczas porządków może wyciskać gąbkę, przekładać drobne ubrania lub przypinać pranie klamerkami.

Równie wiele możliwości daje swobodna zabawa:

  • Lepienie z plasteliny lub ciastoliny pomaga ćwiczyć różne ruchy palców.
  • Budowanie z klocków rozwija precyzję chwytu i koordynację obu rąk.
  • Wydzieranie, zgniatanie i składanie papieru pozwala doświadczać różnego oporu materiału.
  • Naklejanie i odklejanie naklejek wymaga dokładnych ruchów palców.
  • Nawlekanie dużych koralików, składanie origami czy proste szycie może zainteresować starsze dzieci.

Oczywiście wszystkie materiały i narzędzia powinny być dostosowane do wieku oraz możliwości dziecka. Drobne elementy nie są odpowiednie dla maluchów, które mogą wkładać je do ust, a korzystanie z ostrych narzędzi wymaga nadzoru dorosłego.

Nie trzeba jednak przygotowywać osobnego zestawu ćwiczeń na każdy dzień.

Czasem wystarczy pozwolić dziecku samodzielnie otworzyć pudełko, odkręcić zakrętkę albo zbudować garaż dla ulubionych samochodów.

Ważne, by aktywność miała dla niego sens i budziła ciekawość. To zainteresowanie często sprawia, że dziecko chętnie powtarza czynność, nawet jeśli początkowo jest ona trudna.

Kiedy trudności ze sprawnością dłoni powinny zwrócić naszą uwagę?

Każde dziecko rozwija się we własnym tempie. Niektóre wcześniej zaczynają rysować szczegółowe obrazki, inne szybciej uczą się zapinać guziki czy posługiwać sztućcami.

Sam fakt, że kilkulatek nie potrafi jeszcze zawiązać sznurówek, nie oznacza zaburzenia rozwoju.

Warto jednak przyjrzeć się sytuacji, jeśli dziecko ma trudności z wieloma codziennymi czynnościami, mimo odpowiednich okazji do ich ćwiczenia. Niepokój może budzić również wyraźne męczenie się dłoni, uporczywe unikanie aktywności wymagających precyzyjnych ruchów czy trudności znacząco utrudniające samodzielność.

W takich sytuacjach dobrze porozmawiać z pediatrą, który oceni rozwój dziecka i w razie potrzeby zaproponuje dalszą konsultację. Ból, osłabienie ręki lub utrata wcześniej opanowanych umiejętności również wymagają oceny medycznej.

Warto przy tym unikać porównywania dzieci między sobą. Znacznie więcej informacji daje obserwowanie, jak konkretne dziecko radzi sobie z zadaniami odpowiednimi do swojego wieku i czy stopniowo zdobywa nowe umiejętności.

Dajmy dziecięcym dłoniom czas

Rozwój sprawności dłoni nie odbywa się wyłącznie przy stoliku, podczas rysowania szlaczków czy wykonywania ćwiczeń przygotowujących do pisania.

Dzieje się każdego dnia. Przy śniadaniu, podczas ubierania, w kuchni, na placu zabaw i przy budowaniu kolejnej wieży z klocków.

W tych drobnych czynnościach dziecko nie tylko doskonali ruchy palców. Odkrywa również, że potrafi wpływać na swoje otoczenie, pokonywać trudności i coraz więcej robić samodzielnie.

Nie zawsze potrzebuje naszej pomocy. Czasem najbardziej potrzebuje tego, żebyśmy nie spieszyli się z jej udzieleniem.

Może więc następnym razem, kiedy dziecko będzie długo zmagało się z guzikiem albo próbowało obrać mandarynkę, warto po prostu usiąść obok i dać mu chwilę.

Bo właśnie wtedy, gdy małe dłonie cierpliwie szukają własnego sposobu, rozwija się coś więcej niż sprawność palców. Rośnie także dziecięce poczucie: "Potrafię. Mogę spróbować jeszcze raz".

Wybrane dla Ciebie