Powrót do szkoły bez presji. Jak pomóc dziecku spokojnie wejść w nowy rok

Jeszcze kilka dni temu poranki mogły zaczynać się bez budzika, a wieczory kończyły się wtedy, kiedy naprawdę przychodziła senność. Teraz przy drzwiach stoi plecak, na biurku pojawiają się zeszyty, a w rozmowach coraz częściej wraca jedno zdanie: "zaraz szkoła". Dla jednych dzieci to dobra wiadomość. Tęskniły za kolegami, swoją ławką, nauczycielką, znajomym rytmem dnia. Inne na samą myśl o wrześniu milkną, robią się drażliwe albo mówią po prostu: "Nie chce mi się". I jedno, i drugie jest w porządku. Dziecko nie musi cieszyć się z powrotu do szkoły, żeby dobrze rozpocząć nowy rok. Nie musi też od razu wiedzieć, czego się boi ani umieć o tym opowiedzieć. Czasem wystarczy, że obok niego jest dorosły, który nie spieszy się z pocieszaniem i nie próbuje natychmiast zamienić niepokoju w entuzjazm.

Jak dobrze zacząć rok szkolny?Jak dobrze zacząć rok szkolny?
Źródło zdjęć: © Licencjodawca
Redakcja Tatento

Koniec wakacji rozstanie

Pod koniec sierpnia łatwo wejść w tryb organizacyjny.

Czy są wszystkie zeszyty? Czy buty nadal pasują? Gdzie jest worek na WF? Trzeba jeszcze podpisać książki, przygotować ubrania, ustawić budzik.

Tymczasem dziecko może przeżywać coś zupełnie innego.

Żegna późniejsze wieczory i dłuższe poranki. Czas spędzony z rodziną. Wyjazdy.

Nawet jeśli lubi szkołę, może nie mieć jeszcze ochoty kończyć wakacji.

To trochę jak powrót dorosłego do pracy po dobrym urlopie. Można lubić swoją pracę i jednocześnie w ostatni wieczór pomyśleć: "Jeszcze nie".

Dziecko ma do tego takie samo prawo.

Dlatego kiedy mówi:

"Nie chcę iść do szkoły",

warto przez chwilę nie przekonywać.

Bo pod tym zdaniem może kryć się bardzo wiele.

"Boję się, że znowu będzie dużo sprawdzianów."

"Nie wiem, czy nadal będę przyjaźnić się z Olą."

"Nie chcę spotkać chłopaka, który mi dokuczał."

"Nie wiem, jaka będzie nowa pani."

"Nie chcę znowu rano tak wcześnie wstawać."

A czasem po prostu:

"Trudno mi zakończyć coś, co było dla mnie dobre."

Zanim zaczniesz uspokajać, spróbuj usłyszeć

Kiedy dziecko się martwi, w rodzicu bardzo szybko pojawia się odruch naprawiania sytuacji.

"Nie przejmuj się."

"Na pewno będzie dobrze."

"Przecież lubisz szkołę."

"Zobaczysz, spotkasz kolegów i od razu ci przejdzie."

Mówimy to z troski. Chcemy zdjąć z dziecka napięcie.

Ale dziecko nie zawsze potrzebuje usłyszeć rozwiązanie, lecz zostać usłyszane.

Możesz więc spróbować powiedzieć:

"Widzę, że nie masz ochoty wracać."

Albo:

"Chyba coś w tym powrocie jest dla ciebie trudne."

I poczekać.

Może dziecko zacznie mówić. Może wzruszy ramionami. Może odpowie "nie wiem".

Nie szkodzi.

Nie każdą emocję od razu trzeba nazwać.

Niektóre dzieci najważniejsze rzeczy mówią w samochodzie, podczas spaceru, przy układaniu klocków albo wtedy, kiedy razem pakujecie plecak. Rozmowa twarzą w twarz przy stole może być dla nich po prostu zbyt bezpośrednia.

Możesz zostawić temat otwarty:

"Jeśli będziesz chciał mi później powiedzieć, co cię martwi, jestem."

To zdanie nie naciska, ale daje przestrzeń.

Nie wszystko trzeba zamieniać w pozytywne myślenie

Rodzicom często zależy, żeby dziecko weszło w nowy rok szkolny z dobrym nastawieniem.

To naturalne.

Ale "dobre nastawienie" nie musi oznaczać uśmiechu i podekscytowania.

Dziecko może jednocześnie cieszyć się na spotkanie z kolegą i bać się matematyki. Może lubić swoją wychowawczynię i nie znosić wczesnego wstawania. Może tęsknić za klasą i tęsknić za wakacjami.

Nie musi wybierać jednej emocji.

Zamiast:

"Będzie super!"

czasem wystarczy:

"Rozumiem, że trochę się martwisz."

Albo:

"Możesz się cieszyć i jednocześnie nie mieć ochoty kończyć wakacji."

Kiedy nie próbujemy poprawiać uczuć dziecka, łatwiej mu samemu się w nich odnaleźć.

Przywróćcie rytm, ale bez rewolucji

Powrót do szkoły oznacza także zmianę dla ciała.

Wcześniejsze wstawanie. Więcej godzin poza domem. Więcej hałasu, ludzi, poleceń i konieczności skupienia uwagi.

Dobrze więc przez kilka ostatnich dni wakacji trochę oswoić szkolny rytm. Nie chodzi jednak o to, żeby dom nagle zamienił się w koszary.

Jeśli dziecko chodziło spać później, możecie każdego wieczoru przesuwać porę snu odrobinę wcześniej.

Możecie zjeść śniadanie o godzinie bliższej tej szkolnej.

Przejść razem drogę do szkoły.

Wieczorem przygotować ubrania i plecak.

Chodzi o to, aby pierwszego ranka mniej rzeczy wydarzyło się jednocześnie.

Dla dziecka przewidywalność bywa kojąca. Im mniej niewiadomych w otoczeniu, tym więcej miejsca zostaje na poradzenie sobie z tymi, których nie da się zaplanować.

Zostaw dziecku trochę wpływuW szkolnym początku jest wiele rzeczy, na które dziecko nie ma wpływu.

Godzina rozpoczęcia lekcji jest ustalona.

Plan lekcji jest ustalony.

Nauczyciel jest wybrany.

Klasa też.

Dlatego czasem znaczenie mają bardzo małe decyzje.

"Który piórnik chcesz zabrać?"

"Co przygotujemy rano na śniadanie?"

"W czym chcesz pójść pierwszego dnia?"

"Chcesz, żebym odprowadziła cię pod same drzwi czy pożegnamy się wcześniej?"

Nie chodzi o oddawanie dziecku odpowiedzialności za wszystko.

Chodzi o doświadczenie:

"Nie decyduję o całym świecie, ale na coś mam wpływ."

Zapytaj o kolegów, nie tylko o lekcje

Dorośli często myślą o szkole przez pryzmat nauki.

Podręczniki. Plan zajęć. Sprawdziany. Prace domowe

Dziecko może myśleć przede wszystkim o ludziach.

"Czy Zosia nadal będzie chciała ze mną siedzieć?"

"Czy będę miał z kim być na przerwie?"

"Co zrobię, jeśli pani znowu poprosi mnie do tablicy?"

"Czy ktoś będzie się ze mnie śmiał?"

Dla dziecka szkoła jest nie tylko miejscem zdobywania wiedzy. To także kilka godzin dziennie spędzanych wśród innych ludzi.

Dlatego przed rozpoczęciem roku warto zapytać:

"Za kim najbardziej tęskniłeś?"

"Kogo chciałbyś zobaczyć pierwszego dnia?"

"Czy jest ktoś, kogo trochę boisz się spotkać?"

"Do jakiego dorosłego możesz podejść, jeśli będzie ci trudno?"

Czasem takie pytania powiedzą Ci o samopoczuciu dziecka znacznie więcej niż rozmowa o zeszytach.

Kiedy "nie chcę do szkoły" znaczy coś więcej

Nie każde dziecko wraca do szkoły z takim samym doświadczeniem.

Dla jednego największym problemem będzie budzik.

Dla innego matematyka.

Jeszcze inne może bać się samotności, nauczyciela, wyśmiewania albo czegoś, co wydarzyło się w poprzednim roku i nadal pozostaje żywe.

Dlatego jeśli dziecko bardzo mocno reaguje na myśl o szkole, postaraj się nie zatrzymywać na samym zachowaniu.

Nie:

"Dlaczego znowu robisz taki problem?"

Raczej:

"Widzę, że naprawdę jest ci trudno. Chcę zrozumieć, co się dzieje."

To niewielka zmiana języka, ale ogromna zmiana perspektywy.

Pierwsze pytanie skupia się na problemie.

Drugie — na dziecku.

Co powiedzieć przed pierwszym dniem?

Nie potrzebujesz specjalnej przemowy motywacyjnej.

Kilka prostych zdań może wystarczyć.

"Nie musisz się cieszyć. Możesz po prostu zobaczyć, jaki będzie ten pierwszy dzień."

"Jeśli będzie ci trudno, porozmawiamy po powrocie."

"Nie musisz dzisiaj wiedzieć, jak będzie wyglądał cały rok."

"Zajmijmy się jutrem."

"Do kogo możesz podejść, jeśli będziesz potrzebować pomocy?"

I jeszcze jedno:

"Możesz mi powiedzieć, jeśli coś będzie nie tak."

Dziecko nie potrzebuje gwarancji, że nic trudnego się nie wydarzy Bo może. Ważne jest aby wiedziało, że jeśli coś się wydarzy, nie będzie musiało zostać z tym samo.

Po szkole nie zaczynaj od przesłuchania

Drzwi szkoły się otwierają. Widzisz dziecko i od razu chcesz wiedzieć wszystko.

"Jak było?"

"Z kim siedzisz?"

"Co mówiła pani?"

"Co robiliście?"

"Fajnie było?"

A dziecko odpowiada:

"Dobrze."

I koniec.

Nie musi to znaczyć, że nie chce z Tobą rozmawiać.

Może po prostu po kilku godzinach szkoły być pełne bodźców. Hałasu. Rozmów. Poleceń. Pilnowania rzeczy. Bycia w grupie.

Może najpierw potrzebować zejść z napięcia.

Czasem zamiast "Jak było?" dobrze powiedzieć:

"Hej. Dobrze cię widzieć."

Dać coś do jedzenia.

Przejść kawałek w ciszy.

A dopiero później zapytać:

"Chcesz mi coś opowiedzieć czy jeszcze nie?"

Czasem najlepszym początkiem rozmowy jest właśnie brak pytań.

A co, jeśli po szkole dziecko wybucha?

Bywa tak, że nauczyciel mówi: "Cały dzień było spokojne", a pięć minut po wejściu do domu zaczyna się złość, płacz, trzaskanie drzwiami i awantura o drobiazg.

Łatwo wtedy pomyśleć:

"Tam potrafi się zachować, a przy mnie nie."

Można spojrzeć na to inaczej.

Być może przez wiele godzin dziecko bardzo się starało.

Pilnowało zasad.

Dostosowywało się do grupy.

Czekało na swoją kolej.

Kontrolowało emocje.

A w domu, przy osobach, przy których czuje się bezpiecznie, napięcie wreszcie puszcza.

Nie oznacza to, że trzeba zgadzać się na każde zachowanie.

Można powiedzieć:

"Nie pozwolę ci mnie uderzyć. Widzę, że jesteś bardzo zły."

Granica i bliskość nie wykluczają się.

Pierwszy tydzień o niczym jeszcze nie przesądza

Pierwszego dnia dziecko może wrócić zachwycone.

Drugiego powiedzieć, że szkoła jest beznadziejna.

Trzeciego rano płakać.

Czwartego pobiec do kolegi, nie oglądając się za siebie.

Początki rzadko układają się w równą linię.

Dlatego nie warto po jednym dniu myśleć:

"Wiedziałam, że będzie świetnie."

Ani:

"To będzie koszmarny rok."

Pierwszy dzień jest tylko pierwszym dniem.

Nowy rytm potrzebuje czasu.

Kiedy warto poszukać dodatkowego wsparcia?

Są sytuacje, w których nie warto czekać, aż dziecko "samo się przyzwyczai".

Jeśli przez dłuższy czas przed wyjściem do szkoły pojawia się bardzo silny lęk, dziecko regularnie skarży się na ból brzucha lub głowy, źle śpi, nie jest w stanie wejść do budynku, mówi o przemocy lub coraz bardziej wycofuje się z codziennych aktywności — warto zatrzymać się przy tym uważniej.

Nie traktować jako nieposłuszeństwa, lecz jako informację.

Porozmawiać z dzieckiem. Z wychowawcą. Z pedagogiem albo psychologiem szkolnym. Jeśli potrzeba — poszukać dodatkowego wsparcia.

Najpierw warto zrozumieć, dlaczego tak trudno jest mu być w szkole.

Nie musicie mieć idealnego początku roku

Być może rano ktoś nie znajdzie skarpetki.

Kakao się wyleje.

Dziecko przypomni sobie pod szkołą, że miało coś przynieść.

Może pojawić się złość. Może łzy. Może milczenie.

Nie szkodzi.

Dziecko nie potrzebuje idealnie zaplanowanego pierwszego dnia.

Potrzebuje dorosłego, który wśród budzików, plecaków i wszystkich szkolnych obowiązków nadal widzi je.

Nie tylko ucznia.

Dziecko.

Z jego ciekawością, niepewnością, radością i niechęcią.

Z potrzebą wiedzy, że niezależnie od tego, co wydarzy się za szkolnymi drzwiami, jest ktoś, do kogo można wrócić.

I być może właśnie od tego zaczyna się dobry rok szkolny.

Wybrane dla Ciebie