Kupiliśmy fotelik. Za połowę ceny samochodu.
Gdy urodził się Kociełło (czyli nasz syn) nie wiedziałem o obsłudze dzieci dosłownie nic. Ale to tak zupełnie nic. Kiedy pojechałem po żonę i syna do szpitala, do auta wrzuciłem fotelik, który dostaliśmy w spadku od szwagierki. I w sumie wszystko byłoby OK, bo darowanemu koniowi i tak dalej. Ale.
B. Raducha (Redakcja Tatento.pl)