Warto wiedzieć

Adopcja – Mamo, czy zdołasz mnie pokochać?

Zawsze marzyłam o rodzinie, domu pełnym dziecięcych głosów. Spotkałam mojego obecnego męża, który również pragnął dzieci. Wszystko miało być pięknie.

Pierwsze 2 lata próbowaliśmy – przecież organizmy muszą się dopasować, aby mogło powstać życie. Potem rozpoczęła się diagnostyka, bolesne badania, operacja męża i leczenie. Nadzieja w każdym cyklu i ból rozczarowania, gdy przychodziła miesiączka. Mąż wiedział, jak bardzo ważne jest dla mnie macierzyństwo. Rozmawialiśmy o wszystkich możliwościach. On bardzo chciał mieć swoje biologiczne dziecko i wierzył, że się uda. Dla niego zgodziłam się na in vitro – na maksymalnie 3 próby.

I się udało. Byłam w ciąży. Oglądaliśmy na ekranie w gabinecie ginekologicznym najpierw bąbelek, a kilka tygodni później słuchaliśmy bicia maleńkiego serduszka. Przeglądaliśmy w sieci mebelki i wózki. Rozmyślaliśmy o tym, jak to będzie. I wtedy, zamiast oglądać rączki i nóżki na USG, zobaczyliśmy, że umarło. Świat się dla mnie skończył.

Był szpital i zabieg. A potem koszmarna noc w domu, gdy marzyłam o tym, żeby usnąć i nigdy się nie obudzić. Nie poddałam się. Kolejna próba się nie powiodła. Wówczas mój mąż zrozumiał, że to nie takie proste i zgodził się zgłosić do ośrodka adopcyjnego. Złożyliśmy papiery i czekaliśmy na szkolenie. W tym czasie podjęliśmy ostatnią próbę i znów zaszłam w ciążę. Poroniłam w 9 tygodniu. Tym razem otrząsnęłam się szybko, bo miałam już inne rozwiązanie, taki plan B w drodze do spełnienia marzeń.

Decyzja o adopcji jest przedstawiana na wielu portalach, jako bardzo trudna. Dla mnie osobiście nigdy taka nie była. Traktowałam ją ją jako po prostu inny sposób. Ani nie gorszy, ani nie trudniejszy. Widziałam natomiast jak trudne było to dla mojego męża, który chudł, nie spał, był bardzo nerwowy. Potem spotkałam się z pytaniami bliskich i znajomych. Pytaniami, których się nie spodziewałam, ale które chyba najlepiej oddają lęki, jakie odczuwają ludzie, którzy zastanawiają się nad tą decyzją.

Czy zdołasz pokochać nie swoje dziecko?

Szczerze powiedziawszy, gdy pierwszy raz usłyszałam to pytanie, zbiło mnie ono kompletnie z pantałyku. Nigdy nie przyszło mi do głowy, że mogłabym nie kochać dziecka. Dzieci to cud – wszystkie! A to dziecko będzie moje! Nie trzeba przecież tej samej krwi, żeby kochać! Kochamy współmałżonków, przyjaciół i zwierzaki. Miłość nie bierze się z krwi, a z budowania więzi. To, że urodzi się dziecko nie znaczy, że się je kocha. Podobnie nie trzeba dziecka urodzić, aby kochać je całym sercem. Wierzcie mi, że to jest niesamowite uczucie.

Widzisz to maleństwo wpatrzone w ciebie przerażonymi oczami i już wiesz – ono jest moje, od zawsze, tylko teraz się znaleźliśmy. Potem ta miłość wzrasta, ewoluuje, zmienia się, przechodzi kryzysy i wzloty. Miłość do dziecka biologicznego również, tylko nie przywiązujemy do tego takiej wagi – jest oczywista. Choć jak popatrzymy na świat to znacznie więcej dzieci jest odbieranych rodzicom biologicznym lub przez nich odrzucanych niż tak zwanych nieudanych adopcji. Dlatego, że decyzja o adopcji zawsze jest przemyślana. O rodzicielstwie – niekoniecznie.

Czy ono pokocha Ciebie?

Jasne! Każde dziecko pragnie mamy i taty. Takich swoich, własnych. W rodzinach zastępczych czy rodzinnych domach dziecka pracuje mnóstwo wspaniałych ludzi, ale dzieci doskonale wyczuwają, że ciocia i wujek to nie to samo, co właśni rodzice. Dzieci boją się nowego, przeżywają tez stratę po dawnym życiu – jakie by ono nie było, ale są otwarte na miłość i są gotowe ją dawać.

Owszem, zdarzają się przypadki zaburzeń więzi u dzieci odrzuconych. Wymagają one pomocy psychologa i pracy z dzieckiem. Taka miłość jest dla obu stron trudniejsza, ale na pewno nie mniej wspaniała. My adoptowaliśmy rodzeństwo – wiele takich dzieci czeka na rodziców. W przypadku rodzeństwa łatwo jest zaobserwować, czy dzieci kochają brata/siostrę, co świadczy o braku zaburzeń więzi. Z resztą w przypadku rodzeństw są one dużo rzadsze.

Czy nie boisz się, że ma „złe” geny?

Nie wiem skąd wzięło się przekonanie o olbrzymim znaczeniu genów. Fakt, determinują one kolor oczu czy włosów, częściowo wzrost i proporcje oraz predyspozycje do chorób, ale na charakter i inteligencję mają niewielki wpływ. A z roku na rok badania naukowe pokazują, że ich wpływ jest znacznie mniejszy, niż się jeszcze do niedawna spodziewano. Nie ma genów na bycie złym człowiekiem. To nasze życie i wybory kształtują nas jako ludzi. My – rodzice – mamy niezwykła szansę nauczyć nasze dzieci jak być dobrymi i szczęśliwymi ludźmi. I żadne geny nie mają tu nic do rzeczy.

Co będzie, gdy wyjdzie jego przeszłość w zachowaniu?

Przeszłość naszych dzieci ma znaczenie dla ich zachowania. Ale wcale nie takie, jakiego można by się obawiać. To, czego możemy się spodziewać, to obniżenie poczucia własnej wartości, wyuczona bezradność i niedojrzałość emocjonalna. Do tego dochodzą opóźnienia rozwojowe związane z zaniedbaniem. I wiecie, co? Wszystko to można wypracować i naprawić! I nie trwa to wcale nie wiadomo jak długo. Z większością takich problemów poradziliśmy sobie już w pół roku. Teraz, po trzech latach, pracujemy nad pozostałościami, ale problemy te nie są inne, niż u ich rówieśników wychowywanych w biologicznych domach.

Przecież ono nie będzie do was podobne!

A właśnie, że będzie! My z mężem mamy ciemne włosy, a córki to blondynki. Mimo to po trzech latach razem nikt nowo poznany nie chce mi uwierzyć, że nasza trójka jest adoptowana! Wszyscy mówią: jak to przecież oni są tacy do was podobni! Dzieci upodabniają się do nas przejmując nasze ruchy, sposób mówienia, patrzenia, ubierania. I to wszystko ma wpływ na ich wygląd!

A jeśli niczego w życiu nie osiągnie?

Hmm… pytanie, czego oczekujemy od naszych dzieci. Bo jeśli ktoś oczekuje, że będą one takie jak on sobie wymyślił, to życzę powodzenia. I nie ma tu znaczenia, czy to dzieci biologiczne czy adoptowane. Osobiście marzę o tym, żeby moje dzieci były dobrymi i szczęśliwymi ludźmi. Wszystko, co robię, robię po to, aby miały możliwość same decydować o swoim życiu i umiały dokonywać właściwych wyborów. I wcale nie muszą być lekarzem czy informatykiem jak my! Mogą być, kim zechcą! Nawet sprzątaczką czy parkingowym – o ile będą zadowolone ze swojego życia.

Jeśli przeszła Wam kiedyś do głowy myśl o tym, żeby adoptować dzieci – przemyślcie to dokładnie, ale nie bójcie się. Tak, trzeba być gotowym na ciężką pracę. Tak, trzeba poświęcić sporo czasu. Ale to wszystko jest drobnostką, gdy czujesz małe rączki na swojej szyi i słyszysz „kocham cię mamusiu na całe serce, na sto, sto i sto i bardziej!”

Autor http://niezkrwiazduszyiserca.blogspot.com/ Zawsze marzyłam o rodzinie. O trójce dzieci i domu pełnym gwaru i miłości. Robiłam co mogłam by spełnić to marzenie. Łatwo nie było, ale końcu znalazłam swoje dzieci. Nie z krwi, ale z duszy i serca. Nie urodzone przeze mnie, ale jestem pewna, że dla mnie. I wtedy dopiero zaczęło się życie. Adopcja to cud.
0

0 Tatentowiczow dodało do Ulubionych ten artykuł. Dodaj i Ty!

  • Tagi: